Początki błędnego koła kredytowego

Początki błędnego koła kredytowego

Zaczyna się niewinnie… Komputer w domu potrzebny jest, jednak nawet najtańszy jest na tyle drogi, że budżet domowy nie udźwignąłby go jako jednorazowego wydatku. Zapada decyzja o zakupieniu tego sprzętu na raty. Taki kredyt jest darmowy, dopłatą jest tylko ubezpieczenie. A wydatek rzędu stu złotych miesięcznie nie jest przecież taki wysoki. Nie istnieje realna możliwość, by zaprzestać regularnej spłaty. Pojawia się myśl, że może nawet czasem da radę zapłacić w miesiącu dwie raty, co przyspieszy termin całkowitego uregulowania zadłużenia. Mijają dwa miesiące. Stara pralka otrzymana w spadku od szwagra zaczyna szwankować. Dawno już po okresie gwarancyjnym, trzeba więc będzie zapłacić za naprawę. Kiedy okazuje się, że serwisant szacuje koszt swojej pracy na dwieście – trzysta złotych, pojawia się kolejny niewinny pomysł, by zakupić na raty nową pralkę. W tym samym czasie jednak dziecko prosi o niemałe pieniądze na wycieczkę szkolną. Do tego wielkimi krokami zbliża się wesele siostry, a szef przekłada wypłatę obiecanej premii na następny kwartał. Wówczas zaczyna rozkwitać pomysł, by zaciągnąć w banku kredyt gotówkowy. Zwłaszcza, że w telewizji akurat reklamuje się bank, oferując atrakcyjne warunki. Takie są początki wpadania w pułapkę kredytową, której zawsze trzeba się wystrzegać. Bo zadłużyć się jest bardzo łatwo…